Sieć nawiązań

J

azz­punk został przeze mnie ukoń­czony bar­dzo szybko, bo zale­d­wie w 4 godziny na stre­amie. Mimo tego posta­no­wi­łem o nim coś napi­sać. I będę pisał dobrze.

Czas zabawy był krótki, fakt. Nawet mega­krótki jeśli porów­namy to z innymi tytu­łami, które ostat­nio ogry­wa­łem, ale jed­no­cze­śnie były to naj­we­sel­sze 4 godziny, jakie od dawna spę­dzi­łem przy komputerze.

Jaz­z­punk to gra absur­dów i humoru wycią­gnię­tego z Monty Pythona

Jaz­z­punk to gra absur­dów, humoru wycią­gnię­tego z Monty Pythona a potem zmie­sza­nego w naj­lep­szy moż­liwy spo­sób ze sty­li­za­cją na lata 70′ i 80′. Żarty i żarciki poja­wiają się tutaj na każ­dym kroku. Już scena otwar­cia mruga do nas poro­zu­mie­waw­czo. Miej­sce odbioru bagażu na lot­ni­sku: wypada pierw­sza walizka, za nią druga, trze­cia i kolejne, aż w końcu kamera podąża za taką, która wygląda na fute­rał od gitary. Chwilę póź­niej przej­mu­jemy kon­trolę nad naszą posta­cią w pod­ziem­nej sta­cji metra. Wystar­czy tylko odwró­cić się o 180 stopni, by zoba­czyć tę samą, tym razem otwartą walizkę i uzmy­sło­wić sobie, że główny boha­ter wła­śnie nią podró­żo­wał. Innymi słowy — oszczęd­ność pełną gębą.

Koniec jednej z misji, w której zostajemy przejęci przez agentów wrogiej organizacji i... kręgla

Takich moty­wów jest zresztą wię­cej a same misje są jedy­nie pre­tek­stem do ich odkry­wa­nia. Oczy­wi­ście da się przejść Jaz­z­punk nie reagu­jąc zupeł­nie na pod­rzu­cane przez auto­rów żarciki, ale poja­wia się wtedy pyta­nie: dla­czego odbie­rać sobie tę przy­jem­ność? Bo misje, w któ­rych wcie­lamy się w rolę taj­nego agenta na usłu­gach Jej Kró­lew­skiej Mości, są jedy­nie pre­tek­stem do maca­nia ścian i szu­ka­nia tego, co zostało poukrywane.

Sama roz­grywka to po pro­stu ciąg zaga­dek logicz­nych i zadań zręcznościowycch.

Sama roz­grywka to po pro­stu ciąg bar­dziej lub mniej wyma­ga­ją­cych zaga­dek logicz­nych i zadań zręcz­no­ścio­wycch. Nie ma się co spo­dzie­wać zbyt­niego wysi­la­nia sza­rych komó­rek, tutaj przede wszyst­kim cho­dzi o tę nić poro­zu­mie­nia pomię­dzy gra­czem a twórcą, która two­rzy się w momen­cie, gdy pierw­szy z nich potrafi odczy­tać wszyst­kie te nawią­za­nia do kul­tury maso­wej, powkła­dane w pro­dukt przez tego drugiego.

Oso­bi­ście pole­cam z czy­stym ser­cem. To był świet­nie spę­dzony czas przed kom­pu­te­rem. Szcze­rze żałuję, że całość trwała tak krótko. Uwa­żam jed­nak, że warto wydać na Jaz­z­punk zaro­bione pie­nią­dze. A jeśli przez przy­pa­dek znaj­dzie­cie gdzieś pro­mo­cję na ten tytuł: nawet się nie zasta­na­wiać, kupo­wać od razu.

Grałem, gram i pewnie grać będę. Dlatego właśnie stworzyłem tę społeczność. Bo chcę się dzielić swoim hobby.

Odpowiedz

*

captcha *