Gimby som gupie!

U

derzyła mnie ostat­nio nostal­gia obecna na ser­wi­sach z zabaw­nymi obraz­kami. Raz po raz natra­fiam na screen poka­zu­jący starą grę z pod­pi­sem: „gimby nie pamię­tają”. No może i nie pamię­tają, ale co w tym złego?

Sam jestem obec­nie w takim wieku, że gim­na­zjum mi już raczej nie grozi — prę­dzej dom star­ców (albo jesz­cze lepiej: dom waria­tów). Dzięki temu 99% gier przed­sta­wio­nych na tych obraz­kach prze­wi­nęło się kie­dyś przez mój kom­pu­ter. Nie spra­wia to, że z auto­matu dołą­czam do kręgu wybrań­ców mają­cych mono­pol na nazy­wa­nie się „praw­dzi­wymi gra­czami”. Bo prawda jest taka, że spora część tam­tych pro­duk­cji dziś byłaby oce­niona jako szmelc.

Alien Breed

AMV2E-85DDV-0I6ZG
Spora część tam­tych pro­duk­cji dziś byłaby oce­niona jako szmelc

Powrót do prze­szło­ści nie jest taki dobry, jak się wszyst­kim wydaje. Odczu­łem to nie­dawno bar­dzo bole­śnie na przy­kła­dzie Alien Bre­eda, który docze­kał się reedy­cji na PS3 i Vitę. Gra mocno inspi­ro­wana „Obcym — 8 Pasa­że­rem Nostromo” Ridleya Scotta, która za cza­sów Amigi wyda­wała mi się nie­sa­mo­wi­cie trudna i gry­walna. Wie­cie: zręcz­no­ściowa wyrzynka wro­gów nad­bie­ga­ją­cych ze wszyst­kich stron, eks­plo­ro­wa­nie stat­ków kosmicz­nych, roz­su­wane drzwi itp. I co? Dziś kolejne poziomy zali­cza­łem nie­mal zie­wa­jąc, a i bar­dzo szybko oka­zało się, że roz­grywka oprócz strze­la­nia i bie­ga­nia nie ofe­ruje niczego głęb­szego. Cały czas ładuje się ołów w te same potwory, poziomy w pew­nym momen­cie zaczy­nają zwy­czaj­nie nużyć a bos­so­wie to śmiech na sali.

Dune 2 — odrzu­ciło mnie od topor­nego sterowania

Podob­nie było zresztą, gdy odpa­li­łem Dune 2 — ten kla­syk, który dał pod­wa­liny pod gatu­nek RTSów. Odrzu­ciło mnie wręcz od topor­nego ste­ro­wa­nia czy per­spek­tywy prze­cho­dze­nia misji tylko po to, by zaraz roz­po­cząć następną z jed­nym budyn­kiem wię­cej do posta­wie­nia lub jedną nową jed­nostką. To się dopiero nazywa sztuczne prze­dłu­ża­nie rozgrywki!

Chodźmy dalej — DOOM już nie bawi jak kie­dyś. Jasne, to wciąż nie­sa­mo­wity tytuł, ale brak moż­li­wo­ści swo­bod­nego ope­ro­wa­nia wido­kiem z oczu albo nie­wi­doczne poci­ski? No daj­cie spo­kój, mamy XXI wiek!

DOOM

Wcale nie twier­dzę, że kla­syki są złe i należy je zako­pać na pustyni daleko od ludz­ko­ści. Bo pomimo wytłusz­czo­nych przeze mnie wad, nie można im odmó­wić wkładu, jaki wnio­sły dla prze­my­słu gier wideo. Muszę tylko pamię­tać, żeby nie przy­kła­dać do nich dzi­siej­szych wyma­gań doty­czą­cych gier i już bawię się o wiele lepiej. Chcę tylko powie­dzieć, że ten cały baj­zel, w któ­rym się wszy­scy tak wesoło tur­lamy, prze­szedł ogromną meta­mor­fozę od cza­sów, któ­rych „gimby nie pamię­tają”. Macie teraz dużo lep­sze pro­dukty — i nie mówię tutaj o gra­fice, cho­ciaż ta oczy­wi­ście także jest ważna, a przede wszyst­kim o zapro­jek­to­wa­niu roz­grywki. Dziś dużo więk­szą wagę przy­kłada się do szcze­gó­łów takich jak intu­icyjna kla­wi­szo­lo­gia czy szyb­kie przed­sta­wie­nie zasad rzą­dzą­cych daną pro­duk­cją. Kie­dyś tego nie było.

Nie twier­dzę, że kla­syki są złe

I cho­ciaż nie­któ­rych — w tym cza­sem zresztą mnie także — wku­rzają zbyt­nie uła­twie­nia i pro­wa­dze­nie gra­cza za rękę, to nie jest taki naj­gor­szy trend. Mniej myślimy nad tym co zro­bić, bar­dziej nato­miast jeste­śmy nasta­wieni na pochła­nia­nie wra­żeń este­tycz­nych czy zagłę­bia­nie się w fabułę. Ide­al­nym przy­kła­dem jest tutaj prze­ry­so­wana seria Call of Duty — zawsze jest jeden kon­kretny spo­sób poko­na­nia misji, ale czu­jemy się jak­by­śmy oglą­dali dobry film akcji.

Kie­dyś byłoby to po pro­stu nie do zre­ali­zo­wa­nia. Mało kto potra­fił jed­no­cze­śnie ogar­nąć zarówno fabułę, jak i dopra­co­wa­nie strony audio­wi­zu­al­nej czy inter­fejsu gry.

Przycisk turbo

Nie czuj­cie się więc zobo­wią­zani do pozna­nia całej histo­rii tej gałęzi roz­rywki — bo cza­sami zda­rzy się, że Was od niej odrzuci. Naj­le­piej ciesz­cie się z tego, co jest teraz i czerp­cie z tego peł­nymi gar­ściami. A jeśli już pró­bo­wa­li­ście swo­ich sił — daj­cie znać, od któ­rej sław­nej star­szej gry odpadliście.

Grałem, gram i pewnie grać będę. Dlatego właśnie stworzyłem tę społeczność. Bo chcę się dzielić swoim hobby.
  1. jurget Odpowiedz

    Nic dodać, nic ująć!

  2. Nawojka Odpowiedz

    Ostat­nio zatę­sk­ni­li­śmy z mężem za pierw­szym kom­pu­te­rem naszych mło­dych lat. Amiga została zdjęta ze stry­chu i odku­rzona, napra­wi­li­śmy co trzeba i odpa­li­li­śmy. Naj­mi­lej wspo­mi­na­łam z tam­tych cza­sów Ishar3 :) Dys­kietki zostały nagrane, a my usie­dli­śmy przed tele­wi­zo­rem z rado­ścią dzie­cięcą.
    Z mło­dych lat pamię­ta­łam świetną roz­grywkę, ale jakoś zapo­mnia­łam o „wachlo­wa­niu” dys­kiet­kami i ich dłu­uuugim wczy­ty­wa­niu. Zbyt dłu­gim, a jak jakaś dys­kietka wczy­tała się, nale­żało ją zmie­nić na kolejną i zabawa od nowa.
    Tak wyglą­dała moja histo­ria i wła­śnie tutaj odpa­dłam. Odpa­li­li­śmy też m.in. Metal Slug i nie stra­cił on w niczy­ich oczach i pomimo topor­nego dżoja roz­grywka jest nadaj fajna.

  3. Pingback: Cıvata

Odpowiedz

*

captcha *